Choć sepsa nie jest chorobą (to zespół objawów), to jej skutki mogą być groźne dla zdrowia, a nawet życia. Każdego roku powoduje śmierć 11 milionów ludzi na świecie. Grupą szczególnie narażoną na wystąpienie są sepsy są małe dzieci. Kluczem do uniknięcia przykrych i niebezpiecznych konsekwencji jest właściwa profilaktyka, a także szybka reakcja w momencie wystąpienia pierwszych objawów sepsy.

Sepsa nie jest zakaźną chorobą. To kaskadowo postępujący zespół groźnych objawów, które występują na skutek zakażenia bakteryjnego, wirusowego, a nawet grzybicznego.

– Na świecie co roku występuje 50 mln przypadków sepsy, a 11 mln pacjentów z jej powodu umiera. Może wystąpić u każdego i zabić nawet w ciągu kilku godzin, dlatego tak ważne jest szybkie jej rozpoznanie i specjalistyczne leczenie – przypomina specjalista anestezjologii i intensywnej terapii prof. Waldemar Goździk.

13 września 2026 roku przypada Światowy Dzień Sepsy, który został ustanowiony w 2012 roku przez Global Sepsis Alliance. Z tej okazji prezentujemy poradnik poświęcony objawom, diagnostyce i leczeniu sepsy.

Czym jest sepsa?

Sepsa pojawia się jako efekt zbyt silnej reakcji układu odpornościowego na zakażenie. Za jego rozwój poza szpitalem najczęściej odpowiadają zjadliwe bakterie, m.in. meningokoki, pneumokoki, pałeczki hemofilne typu B oraz paciorkowiec złocisty. W efekcie może dojść do wystąpienia powikłań oraz niewydolności wielonarządowej obejmującej nerki, wątrobę, płuca oraz serce – często prowadzących do śmierci pacjenta.

Termin sepsa pochodzi z greki i po raz pierwszy w medycznych pismach pojawiło się u Hipokratesa. Można powiedzieć, że oznacza proces niszczący życie. Nie jest to choroba, a zespół objawów, które towarzyszą silnemu zakażeniu organizmu drobnoustrojami

Warto podkreślić, że sepsa to nie choroba, a zespół objawów pojawiających się w odpowiedzi na silne zakażenie organizmu.

Jak wskazują dane, każdego roku na świecie sepsa dotyka 47-50 milionów ludzi (w Polsce przynajmniej 50 000 osób), przy czym aż 40% przypadków stanowią dzieci poniżej 5 roku życia.

Rozwój sepsy prowadzi do uszkodzenia tkanek i narządów wskutek niewłaściwej reakcji organizmu na zakażenie. Jej istotą jest zmiana reakcji organizmu na zagrożenie z prawidłowej na nieprawidłową. Jednak na początku zawsze musi nastąpić inwazja patogenów.

Jakie bakterie wywołują sepsę?

Choć pobyt w szpitalu jest czynnikiem zwiększonego ryzyka rozwoju sepsy, to wbrew pozorom sepsę wywołują najczęściej bakterie pozaszpitalne. Wśród nich prym wiodą meningokoki (dwoinki zapalenia opon mózgowych).

  • meningokoki
  • paciorkowce
  • pałeczki hemofilne typu B
  • pneumokoki
  • listeria monocytogenes

Warto dodać, że sama sepsa nie jest zaraźliwa i nie można się nią zarazić. Groźne mogą być jednak niektóre choroby zakaźne, w przebiegu których dochodzi do rozwoju sepsy. Jeśli zostanie rozpoznany przypadek sepsy w przebiegu zakażenia meningokokami, wszyscy z otoczenia chorego otrzymują odpowiednią profilaktykę w postaci osłony antybiotykowej.

objawy sepsy

Objawy sepsy

-Zazwyczaj walce naszego układu odporności z zakażeniem towarzyszą takie objawy, jak podwyższenie temperatury ciała, przyspieszenie oddechu i akcji serca, zaburzenia orientacji. W większości przypadków układ immunologiczny umie sobie z zakażeniem poradzić. Jeśli jednak reakcja organizmu na infekcję jest nadmierna i niekontrolowana rozwija się sepsa, która może doprowadzić do uszkodzenia i niewydolności narządów, wstrząsu septycznego oraz zgonu.

– Gdy dochodzi do niekontrolowanej reakcji naszego organizmu, to czynniki, które sobie w tej obronie aktywujemy, doprowadzają do tego, że oprócz patogenów uszkadzamy również swoje własne narządy – wyjaśnia prof. Goździk.

Dolegliwości, które zwykle nie wywołują większego niepokoju, powinny wzbudzić czujność, szczególnie gdy rozwijają się w połączeniu i w błyskawicznym tempie, powodując znaczące pogorszenie samopoczucia.

Najczęstsze objawy sepsy to gorączka z dreszczami i zwiększona potliwość, duszność, przyspieszone bicie serca, wysypka oraz dezorientacja.

Eksperci podają, że każda godzina zwłoki w podaniu antybiotyku w czasie rozwoju sepsy zwiększa śmiertelność z jej powodu o 8%. Objawy ostrzegawcze, tzw. red flags, które mogą wskazywać na rozwój sepsy to:

  • Gorączka z dreszczami, poczucie zimna;
  • Przyspieszony oddech, trudność ze złapaniem oddechu;
  • Złe samopoczucie; zmiana zachowania;
  • Spocona skóra, wysypka nie znikająca po ucisku;
  • Pogorszenie kontaktu z otoczeniem, dezorientacja;
  • Przyspieszone bicie serca.

Sepsa wywołana w przebiegu zakażenia meningokokami jest niezwykle groźna, ponieważ jest „piorunująca” – często w przypadku nierozpoznania od pierwszych objawów sepsy do śmierci mija zaledwie doba.

SPRAWDŹ: OBJAWY NOWOTWORÓW

Czy to sepsa? Diagnostyka i badania

Przy podejrzeniu sepsy przede wszystkim pobiera się krew na posiew, najlepiej z dwóch żył. Gdy krew jest dobrze pobrana, wynik uzyskuje się prawie natychmiast, ocenia prof. Goździk. Wówczas można zastosować celowaną antybiotykoterapię. Natomiast, gdy weryfikacja przyczyny zakażenia się opóźnia, lekarze stosują tzw. terapię empiryczną, czyli określone antybiotyki tzw. pierwszego rzutu.

To bardzo ważne, aby pacjent z sepsą jak najszybciej uzyskał kwalifikowaną pomoc medyczną. Pacjentów z sepsą leczy się najczęściej na oddziałach intensywnej terapii, a lekarzami wyspecjalizowanymi w terapii są anestezjolodzy.

– Najcięższą postacią sepsy jest wstrząs septyczny. Ma dramatyczny przebieg, a śmiertelność z tego powodu, nawet na oddziałach intensywnej terapii jest ogromna, bo dochodzi do 70 proc. – ostrzega prof. Goździk.

leczenie sepsy

Ile trwa leczenie sepsy?

Leczenie sepsy może być długotrwałe i konieczne jest podawanie antybiotyków. Pacjenci leczeni są w szpitalu, najczęściej na oddziałach intensywnej terapii. Wyspecjalizowani w terapii sepsy są anestezjolodzy. Pacjent na Oddziale Intensywnej Terapii (OIT) z powodu sepsy może spędzić nawet 20 dni, przy czym na pobycie w OIT leczenie się nie kończy.

W wielu przypadkach u pacjentów z sepsą konieczna jest rehabilitacja wskutek uszkodzenia narządów. Większość pacjentów wypisanych ze szpitala po leczeniu przejawia poważne zaburzenia czynności organizmu, takie jak: zaburzenia snu, halucynacje, napady paniki, bóle mięśni i stawów, zmęczenie, zaburzenia koncentracji.

Osoby, które przeszły sepsę zmagają się z wieloma problemami zdrowotnymi (tzw. zespół po sepsie) i często wymagają dalszej opieki medycznej. Często manifestują takie objawy, jak zaburzenia procesów poznawczych, trudności w pisaniu i czytaniu, objawy depresji, stany lękowe i zaburzenia snu. Pojawia się znaczne obniżenie jakości życia związane z trudnościami w wykonywaniu prostych codziennych aktywności.

Sepsa u dzieci

W przypadku dzieci szczególnie częsta jest sepsa wywołana przez meningokoki. Jej pierwsze objawy są niespecyficzne, przypominają zwykłe przeziębienie. Niestety sam przebieg sepsy u dzieci jest niezwykle szybki, przez co, jeśli rodzice i lekarze nie zainterweniują natychmiast, może się to skończyć nawet śmiercią małego pacjenta i to zaledwie w ciągu 24 godzin.

– Oczywiście nie zawsze kończy się to w taki sposób, często jednak dzieci zmagają się z naprawdę poważnymi powikłaniami, wpływającymi na ich rozwój, a dalej codzienne funkcjonowanie, aż do końca życia. Właśnie dlatego tak ważna jest edukacja i szerzenie tej wiedzy, przede wszystkim wśród rodziców, aby jak najwcześniej włączyli działania profilaktyczne oraz potrafili właściwie zareagować w przypadku wystąpienia objawów, tj. zgłosili się do szpitala – tłumaczy dr n. med. Alicja Karney, pediatra, Fundacja Instytutu Matki i Dziecka.

W odróżnieniu od np. zawału serca, sepsa nie ma swoistych markerów rozpoznania, w rodzaju EKG czy określenia poziomu odpowiednich enzymów. Dlatego diagnoza sepsy opiera się na obserwacji klinicznej i ocenie przebiegu zmian czynności w organizmie.

Profilaktyka sepsy – szczepienia ochronne

Na sepsę nie ma szczepionki, ale w ramach profilaktyki można się zaszczepić przeciwko poszczególnym bakteriom, które mogą wywołać sepsę, m.in. przeciwko meningokokom czy pneumokokom.

Kluczowe jest również przestrzeganie podstawowych zasad higieny: częste mycie rąk, unikanie dzielenia się sztućcami, picia z jednej butelki, gryzienia jednej kanapki. Ponadto, w profilaktyce sepsy istotne jest leczenie wszelkich infekcji, zwłaszcza układu moczowego.

W przypadku sepsy meningokokowej najbardziej optymalną metodą jej zapobiegania są szczepienia. W Polsce eksperci w pierwszej kolejności zalecają szczepienia przeciwko typowi B, który odpowiada za największą liczbę zakażeń prowadzących do wystąpienia inwazyjnej choroby meningokokowej, mogącej przebiegać właśnie pod postacią sepsy lub zapalenia opon-mózgowo rdzeniowych.

Szczepienie to można rozpocząć już po ukończeniu przez dziecko 2. miesiąca życia, co jest niezwykle istotne, ponieważ szczyt zachorowań na sepsę meningokokową przypada na 1 rok życia.

Warto stosować metody, które mogą zmniejszać możliwość bezpośredniego zakażenia, tj. m.in. dbać o właściwą higienę dłoni. W ten sposób chronimy zarówno siebie, swoje dzieci, jak i najbliższe otoczenie.

Sepsa – wywiad z ekspertem: dr Szułdrzyński

Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)

Czy sepsa i posocznica oznaczają to samo? Te określenia wciąż bywają używane zamiennie.

Dr Konstanty Szułdrzyński, specjalista anestezjologii i intensywnej terapii oraz chorób wewnętrznych, zastępca dyrektora ds. medycznych Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA w Warszawie i ekspert organizacji SepsEast: Posocznica to dość stare określenie oznaczające stan, w którym we krwi znajdują się bakterie wywołujące infekcję. Tymczasem do rozpoznania sepsy wcale nie jest konieczne wykrycie bakterii we krwi. Często ich tam nie ma, bo zakażenie znajduje się w innym miejscu organizmu. Sepsę mogą zresztą wywołać nie tylko bakterie, ale również wirusy czy grzyby.

Problemem nie jest więc to, że bakterie „rozchodzą się po całym organizmie”, lecz nadmierna odpowiedź organizmu na zakażenie. Można porównać układ odpornościowy do wojska, które walcząc z wrogiem, stosuje taktykę spalonej ziemi: niszczy własne terytorium, żeby przeciwnik nie miał gdzie się ukryć. W sepsie odpowiedź immunologiczna prowadzi do uszkodzenia własnych tkanek i niewydolności narządów.

Od jakiego zakażenia najczęściej zaczyna się sepsa?

K.Sz.: Właściwie każde zakażenie może do niej doprowadzić. Najczęstszym źródłem są infekcje płuc i dróg oddechowych, układu moczowego oraz stany zapalne w jamie brzusznej, np. ostre zapalenie wyrostka robaczkowego. Ale źródłem mogą być nawet nieleczone zęby, jeśli powstanie w nich ognisko ropne.

Sepsa może rozwinąć się u każdego, ale szczególnie narażone są małe dzieci, mniej więcej do piątego roku życia, osoby starsze oraz przewlekle chore. Ryzyko może wynikać nie tylko z samej choroby, lecz także z leczenia obniżającego odporność, np. stosowanego w chorobach nowotworowych, hematologicznych czy autoimmunologicznych.

Czasami sepsa rozwija się stopniowo, a czasami zdrowy człowiek w ciągu kilku godzin znajduje się w stanie krytycznym. Jak rozpoznać, że dzieje się coś naprawdę niebezpiecznego?

Trzeba pamiętać, że sepsa nie jest jedną konkretną chorobą, tylko zespołem objawów, który może być spowodowany różnymi zakażeniami. Dlatego u poszczególnych pacjentów może wyglądać bardzo różnie i nie ma jednego charakterystycznego objawu.

Niepokojące są zaburzenia świadomości. Jeżeli osoba, która ma infekcję, nagle zaczyna mówić niewyraźnie, mocno podsypia, trudno ją obudzić albo kontakt z nią staje się utrudniony, powinno to zwrócić naszą uwagę. Szczególnie dotyczy to małych dzieci i osób starszych. Alarmujące są też nasilona duszność, wyraźne zmniejszenie ilości oddawanego moczu czy zmiana wyglądu skóry, która staje się blada, sina, marmurkowata.

Część pacjentów zachowuje świadomość, ale ma bardzo silne poczucie, że dzieje się z nimi coś złego, wręcz lęk o własne życie. Ludzie, którzy przeżyli sepsę, często później mówią: czułem, że umieram.

W przypadku udaru czy zawału mówi się o „złotej godzinie”. W sepsie czas jest równie ważny?

K.Sz.: Tak. Kiedy zaczyna rozwijać się niewydolność narządów, do pewnego momentu jesteśmy jeszcze w stanie ten proces powstrzymać i odwrócić, tak aby narządy mogły się zregenerować. Jeżeli jednak przekroczymy pewien próg, stan pacjenta może stać się tak ciężki, że nie będziemy już w stanie mu pomóc.

Dlatego kluczowe jest wczesne rozpoznanie sepsy i szybkie rozpoczęcie odpowiedniego leczenia. Podstawą są leki zwalczające drobnoustroje wywołujące zakażenie.

Tyle że na początku zazwyczaj nie wiemy, z jakim drobnoustrojem walczymy. Lekarz strzela antybiotykami na chybił trafił?

K.Sz.: Lekarze bardzo nie lubią takiego określenia. Profesjonalnie nazywamy to szerokospektralną terapią empiryczną, choć rzeczywiście chodzi o to, że początkowo nie wiemy dokładnie, co wywołało infekcję. Podajemy więc antybiotyki działające na wiele różnych bakterii, aby prawdopodobieństwo, że zadziałają również na tę odpowiedzialną za zakażenie u konkretnego pacjenta, było jak największe.

Jednocześnie pobieramy materiał biologiczny do badań. Jeśli uda się zidentyfikować drobnoustrój i określić jego wrażliwość na antybiotyki, możemy przejść z leczenia szerokospektralnego na terapię celowaną.

A jeśli trafimy na bakterię wielolekooporną?

K.Sz.: Początkowa terapia empiryczna może w takim przypadku nie zadziałać. Dlatego tak ważne jest racjonalne stosowanie antybiotyków. Nie powinniśmy ich podawać, jeśli nie ma takiej konieczności, np. w infekcji wirusowej, na którą antybiotyki przecież nie działają. Im częściej bakterie mają kontakt z antybiotykami, tym większą presję wywieramy na nie, aby wytworzyły mechanizmy oporności. Drugą rzeczą jest zapobieganie zakażeniom, choćby przez tak prostą czynność jak higiena rąk.

Wiemy właściwie, ile osób w Polsce choruje i umiera na sepsę?

K.Sz.: Nie. Właściwie nie mamy dobrych danych epidemiologicznych. Z badań prowadzonych w Polsce na początku lat 2000 wynikało, że około jedna trzecia pacjentów trafiała na intensywną terapię z powodu sepsy. Kolejni, przyjęci z innych przyczyn, rozwijali ją podczas pobytu. Można więc powiedzieć, że przynajmniej połowa pacjentów leczonych na intensywnej terapii albo została tam przyjęta z powodu sepsy, albo rozwinęła ją później.

Problemem jest sposób kodowania rozpoznań. W stosowanej obecnie klasyfikacji ICD-10 nie ma sepsy odpowiadającej jej współczesnej definicji, jest natomiast posocznica, a – jak już powiedzieliśmy – to nie jest to samo. Dlatego sepsa nie pojawia się w rozpoznaniach wpisywanych do dokumentacji i systemów informatycznych.

Czyli walczymy z jednym z najpoważniejszych zagrożeń dla życia, ale właściwie nie wiemy, jak wielki jest przeciwnik?

K.Sz.: W dużej mierze tak. Jeżeli sepsa nie jest odpowiednio rejestrowana, nie wiemy dokładnie, ilu mamy takich pacjentów. Nie wiemy też, jakie są w Polsce wyniki ich leczenia ani jakie koszty sepsa generuje w ochronie zdrowia i szerzej – w systemie społecznym.

A trzeba pamiętać, że wyjście ze szpitala nie zawsze oznacza koniec choroby. Pacjenci po sepsie mogą zmagać się z jej następstwami przez wiele miesięcy, a nawet lat. To oznacza koszty dla ochrony zdrowia, systemu ubezpieczeń społecznych, gospodarki, ale przede wszystkim dla samych chorych i ich rodzin.

Dlaczego lekarze nie wpisują sepsy do dokumentacji?

K.Sz.: Samo jej rozpoznanie nie jest związane z finansowaniem leczenia, więc system nie tworzy motywacji, aby ją dodatkowo kodować. Z drugiej strony znamy przykłady krajów, w których płacono za rozpoznanie sepsy i nagle okazywało się, że ogromna część hospitalizacji była raportowana właśnie jako sepsa, bo szpitalom się to opłacało. Nie ma więc prostego rozwiązania. Nadzieję daje ICD-11, w której sepsa jest już ujęta zgodnie z obowiązującą definicją. Ale samo umieszczenie jej w klasyfikacji jeszcze nie oznacza, że lekarze zaczną ją wpisywać. Trzeba stworzyć taki system, aby rozpoznana sepsa była rzeczywiście odpowiednio kodowana. Dopiero wtedy będziemy mogli powiedzieć, jaka jest skala problemu i jakie mamy wyniki leczenia.

Medycyna znalazła w ostatnich latach jakiś nowy sposób leczenia sepsy?

K.Sz.: Bardzo byśmy chcieli, ale cudownego leku na sepsę nadal nie ma. Postęp polega raczej na coraz lepszym wykorzystywaniu metod, którymi już dysponujemy. Wiemy więcej o kolejności stosowania poszczególnych leków i ich kombinacjach, tworzymy tzw. pakiety leczenia, czyli zestawy interwencji obejmujące zarówno leki, jak i różnego rodzaju zabiegi.

Trwają również próby indywidualizacji terapii. Sepsa nie jest przecież identyczna u wszystkich pacjentów. Możemy wyodrębniać jej różne podtypy, które mogą odmiennie reagować na poszczególne rodzaje leczenia. Medycyna idzie więc bardziej w kierunku optymalnego wykorzystania tego, co mamy, niż jednego przełomowego leku.

Za to znacznie szybciej potrafimy dziś ustalić, jaki drobnoustrój zaatakował pacjenta.

K.Sz.: To prawda. Dawniej musieliśmy pobrać materiał, np. krew, wyhodować bakterie w laboratorium, następnie określić, z czym mamy do czynienia, i sprawdzić, który antybiotyk hamuje ich wzrost. Całość mogła trwać pięć–siedem dni.

Dziś dysponujemy metodami molekularnymi, które pozwalają szukać w materiale biologicznym np. fragmentów genomu bakterii albo innych ich składników. W zależności od metody wynik możemy uzyskać w ciągu kilku–kilkunastu godzin. To ogromny postęp. Problemem pozostaje cena – pojedyncze takie badanie może kosztować 600–700 zł.

Czyli należałoby przede wszystkim kupić więcej nowoczesnej aparatury?

K.Sz.: Nie sądzę, żeby to był nasz główny problem. Znacznie ważniejsze jest, żeby odpowiednio wcześnie pomyśleć: ten pacjent może mieć sepsę. Trzeba rozpocząć leczenie, nawet jeśli jeszcze nie wiemy, jaki dokładnie drobnoustrój ją wywołał.

Nawet najnowocześniejsze metody diagnostyczne nie zawsze pozwalają wykryć sprawcę zakażenia. To nie znaczy, że nie możemy pacjenta skutecznie leczyć. Wczesne wychwycenie sepsy i szybkie zastosowanie właściwej terapii są ważniejsze niż samo zidentyfikowanie bakterii.

Czego przede wszystkim wciąż nie wiemy o sepsie?

K.Sz.: Nie znamy skali problemu. Na sepsę nie umierają trzy osoby rocznie, tylko miliony ludzi na świecie. To jedna z najczęstszych przyczyn zgonów. Dopiero świadomość skali pozwala podejmować skuteczne działania edukacyjne i systemowe.

Ale jest jeszcze jedna rzecz, o której mówi się za mało. W medycynie często skupiamy się na tym, ilu pacjentów zmarło. Oczywiście chcemy, żeby było ich jak najmniej. Powinniśmy jednak również patrzeć na to, w jakim stanie pozostają ludzie, którzy sepsę przeżyli. Część z nich długo nie wraca do swoich ról rodzinnych i społecznych, nie wraca do pracy. To ogromny problem nie tylko dla nich, ale także dla ich rodzin i całego otoczenia.

źródła: materiały prasowe, www.zdrowie.pap.pl, PAP

PRZEJDŹ DO: ZDROWIE