Przyszłam w czasie pracy, tylko po to, żeby odebrać wynik i pójść dalej. Do pracy, do życia, do obowiązków i codziennej gonitwy.
Młoda, sympatyczna pani chirurg powiedziała: „Dzień dobry, ma pani nowotwór”. Dodała, że to pierwszy taki przypadek w jej krótkiej praktyce i że dowie się, co zrobić dalej. Myślałam, że nie mówi do mnie. Miałam wrażenie, że jej słowa padają gdzieś obok… A jednak były skierowane właśnie do mnie. Czerniak.
Wyszłam i stanęłam naprzeciwko cmentarza. Przestałam spieszyć się do pracy. Wtedy pomyślałam: ból jest mistrzem. Rozdziera cię, obnaża, zostawia twarzą w twarz z własną kruchością. Ale także uczy. Trzeba go zaakceptować i zobaczyć, że wciąż jesteś, wciąż stoisz, wciąż oddychasz. Dopóki jestem, mam jedno zadanie: żyć.
Badania, wyniki, ból, strach, przerzuty, przerzut do mózgu… Mijają trzy lata, a ja nadal jestem i mogę Wam powiedzieć, że nie żyję w łóżku, ale w życiu.
Mam prawo się bać
Umierając, dopiero zaczynamy żyć. Przestajemy przejmować się pierdołami, uświadamiamy sobie, że nie jesteśmy niezniszczalni. Że wszystko ma swoją wartość i swój kres.
Rak nie pytał mnie, czy mam siłę. Po prostu przyszedł. Zajęło mi jedenaście miesięcy, żeby zrozumieć, że nie muszę być odważna. Mam prawo się bać i mam prawo nie mieć siły. Ale to nie znaczy, że przegrałam. To choroba i mam prawo jej nie chcieć. Tu nie ma ocen ani zaliczeń. Nie ma „oblałam”.
Nie mam zamiennika, nie mam zaplecza ani planu awaryjnego. Od tamtego czasu jestem w tej mojej wojnie jednocześnie ranną, sanitariuszką i dowódczynią. A kiedy już się podnoszę, często podaję rękę innym, bo wiem, jak to jest nie mieć czego się złapać.
Mam dla kogo żyć
Mam przerzut do mózgu, ciągłe badania i trochę bólu, na który już nie narzekam. Jestem po kilku zabiegach i operacjach. Leci mi krew z nosa i często jest mi niedobrze. Ręce mam sine od kroplówek, a gorączki atakują, kiedy chcą. To wszystko boli i męczy. Czasem jestem bardzo zmęczona…
Ale jestem też mamą. Mam fajną rodzinę i fajny dom, a przede wszystkim mam dla kogo codziennie znów stawać do walki!
A gdy kiedyś odejdę – uśmiechnij się. Prawdziwa miłość nie umiera. Ona po prostu uczy się milczeć.
Magdalena
PRZEJDŹ DO: STRONA GŁÓWNA























