Leki biologiczne to duża grupa leków (stosowanych m.in. w onkologii), których substancja czynna wytwarzana jest przez żywe organizmy. Leki biologiczne dzielimy na leki referencyjne (oryginalne) oraz leki biopodobne (inaczej: biosymilary), które często niesłusznie mylone są z generykami. Termin „leki biopodobne” jest dosłownym tłumaczeniem angielskiego „biosimilar drugs” i w Unii Europejskiej jest oficjalną nazwą dla tej grupy leków. Biosymilar to biologiczny produkt leczniczy, który zawiera wersję substancji aktywnej występującej w już zarejestrowanym oryginalnym (referencyjnym) biologicznym produkcie leczniczym.

LEKI (BIOLOGICZNE) BIOPODOBNE – DEFINICJA

W roku 2012 Europejska Agencja Leków zawarła definicję „leku biopodobnego” we własnym dokumencie zawierającym wytyczne dotyczące procedury: Podobny biologiczny produkt leczniczy zwany także „lekiem biopodobnym” jest produktem podobnym do już zarejestrowanego leku biologicznego, tak zwanego „referencyjnego produktu leczniczego”. Substancją aktywną leku biopodobnego jest znana biologiczna substancja aktywna podobna do tej w referencyjnym produkcie leczniczym. Oczekuje się, że biopodobny produkt leczniczy oraz odpowiedni referencyjny produkt leczniczy mają tożsame profile bezpieczeństwa i skuteczności oraz są zazwyczaj stosowane w leczeniu tych samych schorzeń.

Istnieje szereg dowodów pochodzących z badań klinicznych na to, że leki biologiczne biopodobne są tak samo skuteczne i bezpieczne jak biologiczne leki referencyjne. Dowody kliniczne zostały opublikowane w prestiżowych czasopismach, takich jak np. Lancet, Lancet Oncology, JAMA.

Leki biologiczne biopodobne są tak samo bezpieczne i skuteczne jak leki referencyjne i podlegają surowym kryteriom oceny skuteczności i bezpieczeństwa. Aby lek został wprowadzony na rynek jako biologiczny lek biopodobny, musi przejść przez restrykcyjny program badawczy Europejskiej Agencji Leków (EMA) a następnie zostać dopuszczony przez EMA do obrotu.

Do sprawy dotyczącej prowadzenia terapii lekami biopodobnym ustosunkowało się Ministerstwo Zdrowia. Minister Zdrowia stoi na stanowisku, że dopuszczalne jest dowolne zamiennictwo w zakresie leków wytwarzanych metodami biosyntezy z wykorzystaniem procedur biotechnologii.

Zgodnie z obowiązującymi w Polsce przepisami, aby lek biologiczny biopodobny został refundowany przez MZ/NFZ, musi mieć cenę min. 25% niższą od ceny już refundowanego leku referencyjnego. Niższa cena leku biologicznego biopodobnego niż referencyjnego jest oferowana pomimo faktu, że leki te są tej samej jakości. Konkurencja cenowa na rynku polskim powoduje, że cena leków biologicznych biopodobnych jest znacząco (nawet ok. 40%) niższa od ceny wyjściowej leku referencyjnego.

Leki biologiczne biopodobne są bardziej efektywne ekonomicznie i pozwalają za tę samą cenę przeleczyć więcej pacjentów niż z użyciem leków oryginalnych. Niższa cena leku biopodobnego zwiększa zatem dostępność pacjentów do leczenia biologicznego, które niejednokrotnie jest jedyną skuteczną terapią dla ciężko chorych ludzi. Wprowadzane na rynek tzw. leki biologiczne biopodobne są o prawie 30% tańsze od referencyjnych leków biologicznych.
 


 

„LEK BIOPODOBNY TO NIE WYRÓB CZEKOLADOPODOBNY” – WYWIAD

Rozmowa z JACKIEM GLINKĄ,  prezesem organizacji Medicines for Europe oraz firmy Mylan Europe na temat skuteczności, bezpieczeństwa i jakości biologicznych leków referencyjnych i biopodobnych.

 

Czym zajmuje się Medicines for Europe – organizacja, którą Pan kieruje? Kogo reprezentuje i jakie są jej główne cele?

Jacek Glinka: Medicines for Europe (wcześniejsza nazwa European Generic and Biosimilar Medicines Association), to organizacja zrzeszająca europejskich producentów leków odtwórczych i biopodobnych, które stanowią ponad 60 procent ilości leków sprzedawanych w Europie. Można więc powiedzieć, że jesteśmy największą organizacją zrzeszającą firmy farmaceutyczne odpowiedzialne za zdrowie Europejczyków.

Medicines for Europe ma zasięg europejski. W działalności naszej organizacji skupiamy się zarówno na współpracy z Komisją Europejską i instytucjami europejskimi, jak i z lokalnymi związkami producentów leków odtwórczych i biopodobnych, takimi jak Polski Związek Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego. A z racji tego, że sam jestem Polakiem, kraj ten jest mi szczególnie bliski i stąd bardzo mi zależy na ścisłej współpracy z PZPPF.

Celem naszej organizacji, poza reprezentowaniem jej członków, jest uświadamianie roli, jaką spełniają leki odtwórcze i biopodobne w ekosystemie zdrowia. Dzięki ich stosowaniu zwiększa się dostęp pacjentów do leków, na których systemy ochrony zdrowia w Europie mogą zaoszczędzić. Jak wynika z analizy, którą przeprowadziliśmy wspólnie z firmą IMS, roczne oszczędności z tego tytułu wynoszą około 100 mld euro. Jest to kwota, którą trzeba by wydać na leki oryginalne, gdyby nie było ich tańszych odpowiedników.

 

Jak na tej europejskiej mapie plasuje się Polska?

Jacek Glinka: Polska jest jednym z 10 największych rynków w Europie, a leki odtwórcze mają tu jeden z najwyższych, bo blisko 70-procentowy udział w wielkości sprzedaży leków. Mamy nadzieję, że po wygaśnięciu ochrony patentowej na leki oryginalne biologiczne wzrośnie również udział leków biopodobnych. Chcemy wykorzystać doświadczenia zdobyte przy wprowadzaniu na rynek leków odtwórczych i sprawić, by leki biopodobne jeszcze szybciej uzyskały duży udział rynkowy. Im większy będzie ich udział w wielkości sprzedaży, tym bardziej zwiększy się dostęp pacjentów do najdroższych terapii stosowanych dzisiaj w medycynie, opartych właśnie na lekach biologicznych.

 

Porozmawiajmy zatem o lekach biologicznych biopodobnych. Od 2006 roku do końca czerwca 2017 roku Europejska Agencja Leków (EMA) zarejestrowała 29 takich leków. Czym różnią się one od referencyjnych leków biologicznych, które również są rejestrowane przez ten sam urząd?

Jacek Glinka: Z punktu widzenia skuteczności i bezpieczeństwa stosowania nie różnią się niczym od leków oryginalnych. Podobnie jak wcześniej dla leków odtwórczych, EMA stworzyła odpowiednie procedury rejestracji i badań klinicznych dla tych produktów. Takie, które dają gwarancję pacjentom, że otrzymują leki o podobnej skuteczności i profilu bezpieczeństwa jak leki oryginalne. Cykl badań jest dość rygorystyczny i nadzorowany bezpośrednio przez Europejską Agencję Leków, dzięki czemu biologiczny produkt leczniczy biopodobny, tak samo jak lek oryginalny, może być z pełnym zaufaniem i bezpieczeństwem stosowany przez pacjentów.

Europa, która jest pionierem we wprowadzaniu leków biopodobnych na rynek, ma ogromne doświadczenie w ich stosowaniu – przez ponad 10 lat odnotowano już już  700 mln pacjentodni. I nie zdarzyło się dotąd, aby zanotowano jakieś niepożądane skutki zamiany biologicznych leków oryginalnych na leki biopodobne. Zarówno EMA, jak i wiele innych instytucji i towarzystw naukowych, zdecydowanie opowiadają się za tym, aby je stosować i zamieniać na nie leki oryginalne. Żeby z jednej strony zwiększyć dostęp pacjentów do leków biologicznych, a z drugiej strony wprowadzać oszczędności w systemie, potrzebne do sfinansowania nowych generacji leków innowacyjnych.

 

Skoro procedury rejestracyjne są podobne dla leków biologicznych referencyjnych i leków biopodobnych, to jedne i drugie muszą spełniać takie same kryteria, aby mogły zostać dopuszczone na rynki Unii Europejskiej.

Jacek Glinka: Dokładnie tak. Oczywiście biologiczny lek biopodobny ma to do siebie, że nie ma takiej 100-procentowej tożsamości jak w przypadku leku odtwórczego, który jest lekiem zawierającym substancję chemiczną, a jego podobieństwo z oryginałem jest jak jeden do jednego, bo zawiera tę samą substancję czynną. Nie ma możliwości uzyskania takiego samego produktu leczniczego biologicznego, który ma znacznie bardziej skomplikowaną strukturę. Jednak ustalono kryteria, które umożliwiają takie zawężenie tego podobieństwa, że z punktu widzenia skuteczności i bezpieczeństwa dla pacjenta biologiczne leki oryginalne i leki biopodobne mogą być zamieniane.

 

A jednak pod adresem leków biopodobnych były i nadal są, wysuwane różne zarzuty. Jednym z najczęstszych jest zwiększone ryzyko negatywnej odpowiedzi immunologicznej u pacjenta.

Jacek Glinka: Ten zarzut jest bezpodstawny. Na ten temat wypowiadały się już najbardziej renomowane instytucje, takie jak Europejska Liga Przeciwreumatyczna (EULAR), Europejskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej (ESMO) czy Europejska Agencja Leków (EMA), podkreślając, że ryzyko wystąpienia reakcji immunologicznej po zastosowaniu leku biopodobnego jest podobne do ryzyka po zastosowaniu leku oryginalnego. Nie ma znaczenia, który z nich zostanie podany pacjentowi.

Moim zdaniem, niektórzy producenci leków oryginalnych starają się stwarzać sztuczne bariery, chcąc odwieść różnych uczestników rynku, a zwłaszcza lekarzy i pacjentów, od stosowania leków biopodobnych. 25 lat temu, kiedy na rynek wchodziły leki odtwórcze, była podobna sytuacja. Również mówiono o nich, że różnią się pod względem jakości i bezpieczeństwa od leków oryginalnych i że nie należy ich stosować zamiennie.

Mam nadzieję, że rynek zostanie wyedukowany szybciej w temacie leków biopodobnych, a opinia publiczna przestanie być wprowadzana w błąd przez niektórych producentów leków  oryginalnych. Świadczy o tym także fakt, że coraz większa liczba producentów leków oryginalnych również wprowadza do obrotu leki biopodobne.

 

W jakich obszarach terapeutycznych są już stosowane produkty lecznicze biopodobne?

Jacek Glinka: Mamy już duże doświadczenie z lekami biopodobnymi, które zostały wprowadzone do obrotu jako pierwsze. Mam tu na myśli przede wszystkim filgastrim i erytropoetynę, czyli produkty lecznicze stosowane w chorobach o podłożu immunologicznym, w niedoborze lub nieprawidłowym funkcjonowaniu hormonu wzrostu. Nowe generacje leków, które są wprowadzane w ostatnim czasie, takie jak infliksymab, rytuksymab, a już niebawem trastuzumab czy bewacyzumab, są stosowane u pacjentów z chorobami reumatologicznymi i nowotworowymi. W kolejce do rejestracji, ale też dopuszczone już do obrotu są nowe generacje insulin, które mają zastosowanie w diabetologii.

 

W których krajach Unii Europejskiej leki biopodobne cieszą się największą popularnością?

W Europie obserwujemy ciekawe zjawisko. W tych krajach, gdzie państwo pozostawia producentom kwestię budowania ilości tych leków w obrocie, ich udział  w obrocie wzrasta bardzo wolno. Wciąż istnieje tam wiele barier edukacyjnych wśród pacjentów i lekarzy, ale też wynikających z przyzwyczajenia lekarzy do leków biologicznych oryginalnych. Producentom leków biopodobnych bardzo trudno je przełamać, ponieważ nie mają takiej siły marketingowej jak producenci leków oryginalnych. Natomiast wszędzie tam, gdzie państwo przejmuje aktywną rolę w „promowaniu” dostępu do leków biopodobnych, ich udział w rynku może bardzo dynamicznie rosnąć.

Dobrym przykładem może być biopodobny infliksymab, który na niektórych rynkach europejskich w ciągu pierwszych 6-12 miesięcy utworzył 2-, 3- lub 5-procentowy udział w rynku, a w krajach takich jak Norwegia, gdzie państwo zdecydowało się aktywnie wspierać rozwój rynku leków biopodobnych, udział tych produktów wzrósł w ciągu pół roku do 60-80 procent. Przywołuję przykład Norwegii, ponieważ tam rząd nie dość, że zasponsorował pacjentom duże badanie NOR-SWITCH study, to wprowadził różnego rodzaju zachęty dla lekarzy, żeby przepisywali lek biopodobny.

Mówię o tym, chcąc podkreślić rolę państwa i wszystkich jego instytucji odpowiedzialnych za ochronę zdrowia, takich jak Ministerstwo Zdrowia, Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych czy Narodowy Fundusz Zdrowia, w kreowaniu rynku leków biopodobnych, a przez to zwiększaniu dostępu do nich pacjentom.

Warto podkreślić, że na lekach biopodobnych, które będą w najbliższym czasie wprowadzane na rynek, Europa może zaoszczędzić od 20 do 30 mld euro, jeżeli uda się stworzyć dla nich podobne warunki rozwoju jak w Norwegii czy Wielkiej Brytanii, a nie w państwach takich jak Hiszpania czy Włochy, gdzie ich udział w rynku jest minimalny.

 

Wspomniał Pan o randomizowanym badaniu NOR-SWITCH, porównującym jakość, skuteczność i bezpieczeństwo oryginalnego i biopodobnego infliksymabu. Ale takich badań porównawczych jest więcej, a część z nich została przeprowadzona w Polsce, między innymi w Klinice Chorób Wewnętrznych i Gastroenterologii z Pododdziałem Leczenia Nieswoistych Chorób Zapalnych Jelit, kierowanej przez prof. Grażynę Rydzewską. Czy wyniki tych badań nie są wystarczającym dowodem na równoważność leków biologicznych?

Jacek Glinka: Jak widać, nie dla wszystkich. Są osoby, których wyniki badań naukowych nie przekonują, chociaż prowadzone są dla różnych leków biologicznych, nie tylko infliksymabu. A przecież wprowadzenie na rynek każdego leku biopodobnego poprzedzone jest klinicznymi badaniami porównawczymi, pod względem jakości, bezpieczeństwa i skuteczności z lekiem referencyjnym. Do tego należy dodać jeszcze bogate doświadczenie empiryczne – 700 mln pacjentodni wyklucza ryzyko podkreślane przez niektóre firmy produkujące leki oryginalne. Można więc powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, że leki biopodobne mają podobną skuteczność i bezpieczeństwo jak leki oryginalne i można je stosować zamiennie. Stanowisko Komisji Europejskiej jest w tej sprawie jednoznaczne: leki oryginalne i biopodobne dopuszczone do obrotu można stosować zamiennie.

 

W dowolnym momencie?

Jacek Glinka: Tak, ale pod kontrolą lekarza.

 

A jednak kwestia tej zamienności budzi niepokój części pacjentów, a czasem nawet sprzeciw niektórych lekarzy. Jak Pan sądzi, dlaczego?

Jacek Glinka: Ta obawa i sprzeciw są kreowane przez niektóre firmy „oryginalne”, chociaż nie mają do tego żadnych podstaw. Nie ma się czego bać, wręcz przeciwnie – wykorzystywanie leku biopodobnego w terapii jednego pacjenta stwarza możliwości takiej samej terapii kolejnemu pacjentowi, który w sytuacji stosowania wyłącznie leków oryginalnych nie miałby na nią szans. Systemu nie byłoby stać na sfinansowanie jego leczenia.

Leki biologiczne stanowią obecnie znaczącą część budżetu przeznaczonego na leki każdego europejskiego państwa. Rocznie w Europie wydaje się na nie około 50 mld euro. Terapie biologiczne są zatem bardzo drogie, a jednocześnie poszerza się ciągle zakres wskazań do ich stosowania, co oznacza, że trzeba będzie wydawać na nie jeszcze więcej środków. I właśnie ten czynnik finansowy skłania niektórych producentów leków referencyjnych do działań, mających na celu obronę ich wpływów i zysków. A zważywszy na to, że każdy lek biopodobny wprowadzany do obrotu jest tańszy od oryginalnego o 15-70 procent, prowadzą oni bardzo zaciętą walkę, niejednokrotnie sięgając po nieetyczne metody, takie jak dezinformacja rynku.

W Polsce, zgodnie z obowiązującymi przepisami, aby lek biopodobny mógł być objęty refundacją, musi być tańszy od swojego referencyjnego odpowiednika o co najmniej 25 procent. Łatwo więc sobie wyobrazić, jakie wynikają z tego oszczędności dla budżetu państwa. Poza tym, nie ma żadnego powodu, aby po wygaśnięciu patentu lek oryginalny miał być nadal powszechnie przepisywany.

 

Europejska Agencja Leków, we współpracy z Komisją Europejską i ekspertami naukowymi z państw członkowskich, opracowała w maju bieżącego roku przewodnik dla personelu medycznego, zatytułowany „Biopodobne leki biologiczne w UE”. Jak Pan sądzi, w jakim celu powstało to opracowanie i kogo EMA chce jeszcze do tych leków przekonać, skoro wyniki badań naukowych świadczą o tym, że są tak samo skuteczne i bezpieczne jak leki referencyjne?

Jacek Glinka: Medicines for Europe ściśle współpracuje zarówno z Europejską Agencją Leków i Komisją Europejską, jak i innymi uczestnikami rynku, aby wspólnie opracować program edukacyjny dla lekarzy i pacjentów, aby zmienić percepcję stworzoną przez firmy produkujące leki referencyjne. Z zadawanych mi pytań wynika, że wciąż istnieją jakieś wątpliwości dotyczące skuteczności i bezpieczeństwa leków biopodobnych. Dlatego niezależnie od tego, że istnieją już konkretne wytyczne dotyczące ich stosowania, nasza organizacja współpracuje z EMA i Komisją Europejską, aby aktywniej zaangażowały się w edukację uczestników rynku na temat leków biopodobnych – czym one są i dlaczego warto je stosować. Przewodnik to jeden z efektów naszej współpracy, a jego celem jest wsparcie edukacji lekarzy, pielęgniarek, farmaceutów, a także pacjentów w zakresie leków biopodobnych. Znajdą w nim informacje poparte badaniami naukowymi.

 

Być może należałoby również zmienić nazewnictwo. Wielu lekarzy podkreśla, że lek biopodobny kojarzy im się z wyrobem czekoladopodobnym, który zwłaszcza w naszym kraju nie ma dobrych konotacji.

Jacek Glinka: Nazwa biosimilar funkcjonuje już na rynku od ponad 20 lat, jest zakodowana we wszystkich regulacjach: prawnych, rejestracyjnych i klinicznych, więc trudno byłoby ją zmienić tak, aby polskim lekarzom nie kojarzyła się z wyrobem czekoladopodobnym.

 

Leki biologiczne biopodobne, opracował Jarosław Gośliński, portal zwrotnikraka.pl,

korzystałem z  materiałów przygotowanych w ramach VII Letniej Akademii Onkologicznej, która odbyła się w dniach 9-11 sierpnia 2017 r. w Warszawie.

Leki (biologiczne) biopodobne – wywiad z ekspertem
4.8 (95.29%) 17 vote[s]