Wyniki niewielkiego amerykańskiego badania (RESCUE-119) przedstawione podczas tegorocznego kongresu Amerykańskiego Towarzystwa Radioterapii Onkologicznej sugerują skuteczność radioterapii w walce z zapaleniem płuc wywołanym wirusem SARS-CoV-2.

20 pacjentów hospitalizowanych z powodu koronawirusa i wymagających tlenoterapii przydzielono do grupy eksperymentalnej, poddanej radioterapii na całe płuca niską dawką (1,5 Gy) lub do standardowego leczenia. Obserwacja trwała 28 dni. Średni czas poprawy klinicznej (zdefiniowany jako brak konieczności kontynuowania tlenoterapii) wynosił w grupie napromienionej 3 dni, a w grupie kontrolnej 12 dni (p=0,048).

Średni czas pobytu w szpitalu był również krótszy w ramieniu z radioterapią (odpowiednio 12 i 20 dni), choć różnica ta nie była istotna statystycznie. Zastosowanie radioterapii zmniejszyło liczbę intubacji – wymagał jej tylko jeden chory po radioterapii i 4 w grupie kontrolnej. Ustąpienie zmian zapalnych w badaniach obrazowych płuc odnotowano u 9 chorych poddanych radioterapii i u 4 w ramieniu kontrolnym.

ZOBACZ: KORONAWIRUS GROŹNY DLA PACJENTÓW ONKOLOGICZNYCH

Radioterapia w walce z COVID-19

Autorzy badania dotyczącego zastosowania radioterapii w leczeniu COVID-19 sugerują, że skuteczność napromieniania w leczeniu zapalenia płuc wywołanego wirusem SARS-CoV-2 jest wynikiem jej immunomodulującego działania, a szczególnie zmniejszenia tzw. burzy cytokinowej w miąższu płucnym.

Wyniki badania RESCUE-119 przedstawione podczas tegorocznego kongresu Amerykańskiego Towarzystwa Radioterapii Onkologicznej (American Society of Radiation Oncology, ASTRO) spowodowały otwarcie dwóch kolejnych badań klinicznych (oba drugiej fazy) dla chorych na COVID19 — VENTED i PRE-VENT.

Pierwsze z nich obejmuje chorych zaintubowanych wymagających respiratoroterapii i będzie oceniało wpływ radioterapii na 30-dniową śmiertelność. Do badania PRE-VENT będą włączani chorzy z ostrą niewydolnością oddechową, jeszcze nie intubowani. Celem badania będzie określenie optymalnego schematu i dawki radioterapii.

W odróżnieniu od farmakoterapii zastosowanie radioterapii do walki z infekcją wirusową nie jest uzależnione od patogenu, można je zatem w przyszłości rozważać także w leczeniu innych zakażeń wirusowych.

Ponadto ośrodki radioterapii są dostępne również w mniej rozwiniętych krajach, w przeciwieństwie do drogich leków stosowanych w walce z obecną pandemią.

POLECAMY: SZCZEPIONKA NA COVID-19 A NOWOTWÓR

Radioterapia chorych na COVID-19 z ciężkim zapaleniem płuc

Trzy pionierskie zabiegi naświetlania niskimi dawkami promieniowania jonizującego u chorych z ciężkim przebiegiem COVID-19 przeprowadzili w grudniu radioterapeuci z Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach. To efekt współpracy ze specjalistami z Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego oraz Szpitala Specjalistycznego Nr 1 w Bytomiu, którzy kwalifikują pacjentów do tego autorskiego projektu.

Wszyscy pacjenci trafili do nas w stanie ciężkim, z szybko postępującą chorobą i złym rokowaniem. Zabieg naświetlania był dla nich „ostatnią deską ratunku”, ponieważ wyczerpaliśmy już w ich przypadku wszelkie możliwości leczenia i nie przyniosły one poprawy. Choroba przebiegała u tych pacjentów bardzo agresywnie i mogło się to zakończyć dramatycznie. Śmiertelność szpitalna chorych na COVID-19 jest wysoka, wynosi średnio około 10 proc., a w przypadku takich pacjentów sięga nawet 20-30 proc. – tłumaczy dr hab. n. med. Jerzy Jaroszewicz, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Szpitalu Specjalistycznym nr 1 w Bytomiu.

W chwili przyjęcia do bytomskiej kliniki chorzy mieli obniżone stężenie tlenu we krwi do 80-85 proc., czyli do poziomu zagrażającego ich życiu. Przebieg zakażenia SARS-CoV-2 był tak gwałtowny, że w krótkim czasie doszło u nich do tzw. burzy cytokinowej – niebezpiecznej reakcji zapalnej prowadzącej do obumierania tkanki płucnej i niewydolności oddechowej.

Gdyby nie poddano ich nowatorskiej metodzie leczenia z zastosowaniem niskiej dawki promieniowania, jest bardzo prawdopodobne, że musieliby zostać podłączeni do respiratora. Trudno jednak przewidzieć, jaki byłby efekt takiego postępowania.

Wszyscy pacjenci czują się już lepiej. U dwóch pierwszych zaobserwowaliśmy bardzo korzystne działanie radioterapii: poprawiła się u nich saturacja krwi (zawartość tlenu zwiększyła się do powyżej 90 proc.), zmniejszył stan zapalny w organizmie, duszności nie są już dla nich tak uciążliwe. Nadal podajemy im jednak tlen i ich obserwujemy. Kontrolne badania płuc – najpierw RTG, a potem tomografia komputerowa, pokażą, czy pod wpływem tego pionierskiego leczenia ustąpiło zapalenie płuc. Trzeci pacjent był w najcięższym stanie. On również otrzymał wcześniej leki przeciwwirusowe i przeciwzapalne, jednak pomimo ich zastosowania nadal obawialiśmy się o jego życie. On również czuje się lepiej, ale jest jeszcze za wcześnie, by mówić o znacznej poprawie. Poprawa jest widoczna zwykle po kilku dniach od zabiegu radioterapii – wyjaśnia dr hab. n. med. Jerzy Jaroszewicz.

Pomysłodawcą jednorazowego zastosowania niskodawkowej(1 Gy) radioterapii u chorych z ciężkim przebiegiem COVID-19 jest dr hab. n. med. Tomasz Rutkowski z I Kliniki Radioterapii i Chemioterapii Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach, zastępca dyrektora ds. naukowych tej placówki, autor wielu innowacyjnych projektów naukowych. Ta nowatorska metoda leczenia jest, jak tłumaczy, dedykowana chorym, którzy bardzo ciężko przechodzą COVID-19.

Postanowiliśmy zaproponować takim chorym zupełnie nową metodę leczenia, wiedząc, że niskie dawki promieniowania jonizującego mają właściwości hamujące stan zapalny, bo zostało to dobrze udokumentowane zarówno w badaniach eksperymentalnych, jak i klinicznych. Takie dawki promieniowania były dość powszechnie wykorzystywane m.in. w leczeniu zapalenia płuc o różnej etiologii jeszcze przed erą antybiotyków, w latach 1905-1945. Już wówczas zauważono, że radioterapia stosowana na obszar płuc u chorych z zapaleniem płuc jest bardzo skuteczna – odsetek udokumentowanych wyleczeń sięgał nawet 80 proc. – podsumowuje dr hab. n. med. Tomasz Rutkowski.

Twórcy projektu mają nadzieję, że opracowana metoda okaże się skutecznym postępowaniem  terapeutycznym i przyczyni się w sposób znaczący do poprawy jakości życia w tej bardzo źle rokującej grupie chorych na COVID-19 oraz zmniejszy ryzyko zgonu z powodu niewydolności.

PRZEDŹ DO: AKTUALNOŚCI

ZOBACZ: MAPA KORONAWIRUSA NA ŚWIECIE