Leki biopodobne coraz szerzej wkraczają do praktyki klinicznej w onkologii, zastępując oryginalne leki biologiczne – po wygaśnięciu ich ochrony patentowej. O działaniu, bezpieczeństwie i szansach związanych z wprowadzaniem na rynek biologicznych leków biopodobnych rozmawiamy z prof. Tadeuszem Pieńkowskim – dyrektorem medycznym Radomskiego Centrum Onkologii, prezesem Polskiego Towarzystwa Badań nad Rakiem Piersi.

Zwrotnik Raka: Panie Profesorze, chcielibyśmy porozmawiać o roli leków biopodobnych w leczeniu nowotworów. Zacznijmy od początku czyli od odpowiedzi na pytanie: co właściwie oznacza sformułowanie biologiczny lek biopodobny?

Prof. Tadeusz Pieńkowski: Lek biologiczny to jest lek uzyskiwany przy udziale organizmów żywych. W jego powstawaniu główną rolę odgrywają odpowiednio zmodyfikowane genetycznie grzyby czy bakterie. Te organizmy dokonują syntezy interesujących nas białek, które są później oddzielane i w odpowiedni sposób przygotowywane, tak aby przybrały postać leku. Takie leki biologiczne są używane już od kilkudziesięciu lat, jednym z pierwszych był hormon wzrostu, wkrótce potem insuliny. W onkologii te leki, jako leki przyczynowe zaistniały ok. 20 lat temu, głównie w postaci przeciwciał monoklonolnych czyli białek, które wiąże się z konkretnym receptorem komórki nowotworowej, hamując jej rozwój. Przeciwciała monoklonalne przyniosły prawdziwy przełom w leczeniu niektórych nowotworów.
 

ZR: A czym są leki biopodobne? Jakie są różnice?

TP: W momencie zbliżania się czasu wygasania ochrony patentowej na leki biologiczne, nazwijmy je referencyjnymi lub oryginalnymi, inni producenci zaczęli opracowywać leki oparte na tych samych zasadach, bliźniaczo podobne, ale nie identyczne. W ich wytwarzaniu biorą bowiem udział inne linie komórkowe czy inne kolonie grzybów niż w przypadku leku oryginalnego. Te leki mają zachowaną tę samą strukturę podstawową, tę samą kolejność zasad, ale mogą się różnić cechami drugorzędnymi.

Cała idea badania leków biopodobnych przed ich dopuszczeniem do obrotu zakłada, że lek biopodobny jest nie gorszy niż lek oryginalny. Nie gorszy w rozumieniu klinicznym, to znaczy jest równie bezpieczny, powoduje podobne skutki biologiczne, podobne skutki kliniczne, które są istotne z punktu widzenia interesów chorych, natomiast nie jest on dokładnie taki sam jak lek referencyjny. Proces produkcji tych leków nie może być kontrolowany w równym stopniu jak proces syntezy chemicznej w przypadku leków generycznych. Zresztą również w przypadku biologicznego leku oryginalnego kolejne serie różnią się od siebie, przy zachowaniu tej samej struktury białek. Pamiętajmy, że leki te są produkowane przez  żywe organizmy i procesu tego nie można w pełni kontrolować. Ważne jest żeby podstawowe cechy produkowanego białka takie jak kolejność aminokwasów nie różniły się w poszczególnych seriach czy preparatach. Najważniejsze jest żeby zachowana została skuteczność i bezpieczeństwo stosowanego leczenia.
 

ZW: Zatrzymajmy się chwilkę przy tych różnicach. Powiedział Pan, że również pomiędzy seriami leków oryginalnych są różnice. Dlaczego więc słyszymy obawy przed potencjalnymi skutkami ubocznymi leków biopodobnych, a te same obawy w odniesieniu do różnych serii z różnych etapów produkcji leku oryginalnego nie są podnoszone?

TP: Myślę, że po pierwsze nikt nie ma powszechnej świadomości tego, że kolejne serie mogą się od siebie nieco różnić i faktycznie się różnią, nie ma takiej świadomości bo dostarczany jest ten sam preparat, tak samo zapakowany i identycznie wyglądający. Chociaż oczywiście nikt tego nie ukrywa.
 

ZW: W jaki sposób są badane leki biopodobne przed ich dopuszczeniem do obrotu?

TP: Reguły oceny leków biopodobnych są inne, niż leków, które są oryginalne. Duży nacisk położony jest na badania laboratoryjne. Oprócz badań laboratoryjnych wymagane są badania kliniczne, które potwierdzą, że lek posiada identyczny profil farmakokinetyczny, identyczny okres wchłaniania, wydalania, czy zachowuje się w podobny sposób i ma dobry profil bezpieczeństwa. W przypadku leków biopodobnych nie ma potrzeby prowadzenia dużych, długo trwających badań klinicznych, stąd ich koszt jest niższy.

Reguły dopuszczania do obrotu leków biopodobnych zakładają, że mogą one być dopuszczone do obrotu jedynie przez takie organizacje jak pełna nazwa EMA w Europie czy Food and Drug Admistration (FDA) w Stanach Zjednoczonych. Żadne organizacje krajowe nie mają takiego prawa. To EMA i FDA oceniają, czy nowy lek biopodobny jest lekiem bezpiecznym i czy jego profil aktywności biologicznej nie różni się od leku oryginalnego.
 

ZW: Panie Profesorze, w dyskusji nad praktyką stosowania leków biopodobnych są podnoszone takie kwestie jak zamiennictwo między lekiem oryginalnym a biopodobnym w trakcie leczenia oraz między jednym lekiem biopodobnym a drugim lekiem biopodobnym. Jakie jest Pana zdanie na ten temat?

TP: Jak dotychczas, nie zetknąłem się z żadnymi publikacjami wskazującymi na jakieś istotne problemy wynikające z zamiennictwa między lekiem oryginalnym a biopodobnym. Niemniej ostrożność nakazywałaby, żeby lepiej uniknąć sytuacji, w której u chorego zmienia się lek w trakcie leczenia. Lepiej byłoby, żeby pacjent dokończył kurację tym preparatem, którym tę kurację rozpoczyna. Jeżeli to leczenie jest bezpieczne, jeżeli jest skuteczne, to lepiej nie narażać chorego na niewielkie nawet ryzyko dokonania takiej zamiany. Tak byłoby znacznie bezpieczniej, natomiast, jak będzie w życiu realnym jest bardzo trudno powiedzieć.

Leczenie przeciwciałami monoklonalnymi jest dopuszczalne w warunkach szpitalnych i tu jest pewien problem. Jeżeli bowiem jest wypisywana recepta na lek do lecznictwa otwartego i lekarz zaznaczy na recepcie, żeby go nie zamieniać, to pacjent otrzyma ten lek, który jest tam zapisany, a nie któryś z leków generycznych. W przypadku różnicy w cenie pacjent musi ja pokryć. W przypadku leczenia szpitalnego, takiej możliwości, żeby leku nie zamieniać nie ma. Pytanie jest w związku z tym takie – jak będą konstruowane przetargi w szpitalach i jak płatnik będzie podchodził do sprawy kontynuowania leczenia tymi samymi preparatami. Kolejnym zagadnieniem jest co zrobić w przypadku działania niepożądanego leku biopopodobnego. Czy będzie można zamienić go na lek oryginalny lub inny biopodobny. Niebagatelnym problemem jest wola chorych i ich zgoda na to, czy się zgodzą na zamianę, czy nie, i co zrobić, jak się nie zgodzą.

W przetargach cena preparatu będzie odgrywała bardzo istotną rolę. Koszt leku biopodobnego będzie niższy od leku oryginalnego. Dzisiaj trudno przewidzieć, jak duży będzie spadek tych cen, ale z całą pewnością będzie znaczący. Wiadomo, że co najmniej 25-procentowy.  Nie wiadomo też, jak zareagują producenci oryginalnych cząsteczek, czy oni obniżą swoją cenę, czy nie obniżą. Najważniejsze jest to, że za obniżką ceny terapii powinno stać zwiększenie dostępności leczenia czyli albo wprowadzenie tych leków poza istniejącymi programami terapeutycznymi, albo takie zmodyfikowanie tych programów, żeby objąć leczeniem wszystkie osoby, które zgodnie ze wskazaniami  medycznymi ten lek powinny dostać.
 

ZR: Masowe wejście na rynek biopodobnych leków onkologicznych otwiera biopodobny trastuzumab, czyli odpowiednik słynnej Herceptyny, która 20 lat temu stała się przełomem w leczeniu chorych na HER2-dodatniego raka piersi. Niedawno firma Amgen ogłosiła pozytywną opinię Komitetu ds. Produktów Leczniczych Stosowanych u Ludzi Europejskiej Agencji Leków (EMA), dotyczącą rejestracji biopodobnego trastuzumabu. Trastuzumab jest w Polsce dostępny tylko i wyłącznie w ramach programu lekowego. Jak wejście na rynek biopodobnego trastuzumabu może zmienić zaspokajanie potrzeb kobiet chorych na HER2-dodatniego raka piersi?

TP: Ze wszystkimi programami lekowymi jest ten sam problem. Reguły dopuszczające do leczenia w ramach programów lekowych są węższe niż wskazania w formalnych rejestracjach tych leków. I tak samo jest z programem dotyczącym leczenia chorych trastuzumabem. Program jest tak skonstruowany, że po pierwsze ogranicza dostęp, a po drugie wymusza wypełnianie ogromnie kłopotliwych dokumentów w celu włączenia chorych, potem wypełnianie formularzy związanych z udziałem w leczeniu. Administracyjne wymogi związane z leczeniem chorych w ramach programów lekowych są bardzo uciążliwe. Najważniejsze jest jednak to, że nie wszyscy mający wskazania do zastosowania leku mogą go otrzymać.

Myślę, że przy obecnym sposobie rejestrowania użycia leków i ich rozliczania, to i tak bez tego programu wiadomo byłoby, gdzie kto zużył jakąś ampułkę trastuzumabu i można by było łatwo skontrolować, czy została zużyta zgodnie ze stanem wiedzy medycznej bez konieczności wypisywania nowych licznych dokumentów, specjalnie do tego przeznaczonych.
 

ZR: Czyli biopodobny trastuzumab powinien zmienić tę sytuację?

TP: Tak, oczywiście. Jednym z istotnych dzisiaj ograniczeń jest na przykład to, że nie możemy leczyć trastuzumabem chorych, u których nastąpiła progresja choroby. Na świecie u chorych, u których w czasie leczenia dochodzi do nawrotów choroby istnieje możliwość kontynuowania tego leczenia przy zmianie cytostatyku.
 

ZR: To co się powinno wydarzyć, żeby był lepszy dostęp, żeby wszystkie kobiety, które powinny dostać trastuzumab mogły go dostać?

TP: Powinny być zniesione dzisiejsze ograniczenia programu lekowego i chore powinny być leczone zgodnie z charakterystyką produktu, to jest punkt pierwszy. Program lekowy jako forma administracyjnej kontroli nad lekiem, mógłby pozostać, jeśli taka będzie wola płatnika, pod warunkiem, że wskazania do leczenia w ramach tego programu będą zgone z charakterystyką produktu. Po drugie, istnieje w onkologii problem leczenia lekami, które w danym wskazaniu nie posiadają formalnej rejestracji, a wiedza medyczna pozwala stwierdzić, że mogą być skuteczne. Na przykład około 3% chorych na raka płuca ma nadmierną ekspresję receptora HER2 i reaguje na trastuzumab.

Powinny być stworzone znacznie lepsze niż obecnie możliwości leczenia takich chorych w ramach kontraktu z Narodowym Funduszem, przy pełnej świadomości, że formalnej rejestracji w tym wskazaniu nie było i zapewne nie będzie, bo jeżeli wchodzą leki biopodobne, a ich wejdzie w krótkim czasie wiele, to nikt nie sfinansuje badań nad takimi wskazaniami, które dotyczą bardzo wąskich grup chorych. Podobnych przykładów zapewne można mnożyć jeszcze więcej, przy kolejnych lekach biopodobnych, które w krótkim czasie zaistnieją.

ZR: Bardzo dziękuję za rozmowę.

 

Rola leków biopodobnych w leczeniu nowotworów – wywiad z prof. Tadeuszem Pieńkowskim
4.7 (93.33%) 9 votes