Do tej pory radziłam sobie całkiem dobrze. Wpierałam optymizmem kobiety, które podobnie jak ja stanęły przed tą chorobą. Spotykam je w Instytucie, klinikach. Z uśmiechem i wiarą starałam się uśmierzyć strach i zwątpienie. Dziś to ja potrzebuję wsparcia. Poniższy tekst jest próbą poradzenia sobie z emocjami.
 
Historia przesłana do redakcji przez Panią Agnieszkę.

Zaczęło się tak niewinnie. Klimakterium i zmiana na lewym jajniku wykazana przy okazji badania USG jamy brzusznej w styczniu 2013 roku. Standardowa wizyta kontrolna u ginekologa jak co roku. Badanie cytologiczne, USG dopochwowe. I diagnoza – jest pani w okresie klimakterium a wtedy tworzą się cysty, torbiele; wchłonie się sama. Zmiana nie reagowała zbytnio, kontrolowałam się u tej lekarki od lat więc nic nie wzbudziło mojego zaniepokojenia. Nawet wtedy gdy pewnego dnia dostałam krwotoku. Bardzo szybko ustał więc zignorowałam objawy. Więcej nic się nie wydarzyło. Dziś wiem, że były to typowe objawy zmiany nowotworowej nowotworu jajnika. Mądry Polak po szkodzie.

W listopadzie 2015 roku dopadł mnie męczący kaszel. Lekarz pierwszego kontaktu, antybiotyk jeden, potem drugi, zdjęcie RTG. W opisie powiększona wątroba podnosząca przeponę i ograniczająca pojemność prawego płuca. A kaszel dalej trwa coraz bardziej dokuczliwy. Zrobiłam zlecone badania u laryngologa. Prywatnie zrobiłam USG tarczycy i jamy brzusznej. Ze strony lekarki wykonującej to badanie padło pytanie dlaczego je robię. Kiedy wyjaśniłam, że szukam przyczyny uporczywego kaszlu, pani doktor kazała mi usiąść i zrobiła badanie klatki piersiowej. Diagnoza – płyn w prawej jamie opłucnowej. Wskazanie jak najszybciej do kliniki chorób płuc. 

Klinika chorób płuc – badania TK, RTG, gazometria, spirometria itd. Czysto, żadnych zmian, płyn uległ prawie całkowicie wchłonięciu. Ale lekarz nie odpuścił. Dzień przed wypisem pobrał jeszcze tyle ile mógł płynu z jamy opłucnej i przesłał do badania cytologicznego. Tydzień później telefon – proszę zgłosić się natychmiast. Wykryto komórki nowotworu złośliwego – międzybłoniak lub gruczolak. Trzeba szukać skąd są przerzuty.

Pominę część przejść ze służbą zdrowia i procedurami NFZ. Ważne dla mnie, że mam w swoim rejonie Instytut Onkologii. Zmęczona odsyłaniem od Annasza do Kajfasza zgłosiłam się tam „prosto z ulicy”. I tu już wszystko poszło szybko i sprawnie. Przychodnia onkologiczna chorób płuc, skierowanie na PET i diagnoza, która załamała nas całkowicie: rak jajnika z przerzutami do odległych narządów. Skierowanie do przychodni onkologii ginekologicznej, cztery dni później operacja histerektomii z usunięciem węzłów chłonnych i sieci większej. Dwa miesiące później standardowa chemioterapia i immunoterapia. Badania kontrolne co trzy miesiące. Szczęśliwie cały czas całkowita regresja.

Jest obecnie lipiec 2018 roku. TK w maju ujawniło progresję. Komplikacje z płynem w prawej opłucnej i klinika chorób płuc. Udało się opanować wysięk. Niestety TK wykazało guzy w węzłach chłonnych, prawym płucu. Obecnie sama wyczuwam guzy w jamie brzusznej. W sierpniu mam zgłosić się na wyznaczoną chemioterapię.

Czuję ogromny strach – czy to już koniec?

Przykre i cholernie trudne jest to, że muszę ze strachem i żalem walczyć sama. Mam kochającą rodzinę i będą przy mnie gdy zapadnie ostateczny wyrok. Do tego czasu nie pozwolę niszczyć ich nadziei. Moja nadzieja umiera powoli z dnia na dzień…

Wczoraj odeszła Kora.

 

Pani Agnieszka to pacjentka onkologiczna, która zmaga się z rakiem jajnika. Spisała i przesłała dla Was swoją historię….

Opublikowany przez zwrotnikraka.pl – portal onkologiczny Wtorek, 31 lipca 2018


 

„Banalna historia” – tekst przesłany przez Panią Agnieszkę
5 (100%) 4 votes