Walka z nowotworem, koty i nauka – trzy różne światy splecione w jednej, prawdziwej historii. Książka „Problem trzech miseczek”, której autorem jest Olgierd Langer to poruszająca opowieść o dwuletniej walce z nowotworem, widziana oczami męża, którego żona Ania mierzy się z chorobą.

Każdy z dwudziestu dwóch rozdziałów łączy trzy pozornie niepowiązane tematy: kolejny etap trudnej terapii onkologicznej, opowieść o kotach oraz intrygujący problem z pogranicza nauki i filozofii.

Autor w szczery i przejmujący sposób opisuje nie tylko zmagania z chorobą, ale także spotkania z ludźmi na różnych etapach leczenia – od tych pełnych empatii i oddania po osoby absolutnie niekompetentne, potęgujące cierpienie.

Ta unikalna struktura książki pozwala czytelnikowi złapać oddech między ciężkimi momentami, jednocześnie pokazując, jak fascynacja osiągnięciami nauki i codzienne „kocie” rytuały stają się kotwicami normalności w świecie wywróconym do góry nogami przez chorobę.

„Problem trzech miseczek”

Nazywam się Olgierd Langer. Nie jestem pisarzem. Nie jestem też naukowcem. Ani lekarzem. Na kotach znam się o tyle, o ile zna się każdy, kto dzieli życie z kotami przez ponad dwadzieścia lat. (Napisałem „dzieli życie”, a nie „posiada”, bo według mnie nie można posiadać żywej istoty. Można się nią opiekować, spędzać z nią czas). A mimo to napisałem książkę poświęconą nauce, terapii onkologicznej i… kotom. Jestem informatykiem, typowym nerdem, „koderem”. Jestem też pasjonatem historii nauki i filozofii nauki.

Jestem też kimś, kto wraz z rodziną przeżył bardzo trudne starcie najbliższej mi osoby z chorobą nowotworową i czymś, co nazywamy przewrotnie „służbą zdrowia”, a co niestety w większości wypadków ze „służbą” nie ma niczego wspólnego. To zmusiło mnie do dowiedzenia się czym jest na przykład „doksorubicyna liposomalna”, „mutacja BRCA1″, „HIPEC” i „chemioterapia neoadjuwantowa”.

Musiałem też nauczyć się czym różni się wkłucie centralne od portu naczyniowego. Musiałem też nauczyć się samemu wykonywać zabieg wymiany igły Hubera w porcie naczyniowym u pacjenta, bo w niektórych szpitalach pielęgniarki odmawiały wykonania takiej procedury, twierdząc, że nie mają „przeszkolenia” w tym zakresie.

Dawno temu (w innym życiu, chciałoby się powiedzieć) pisałem sporo artykułów do pism branżowych na tematy, na których się znałem z racji wykonywanej pracy. W jednym z pism miałem nawet swoją stałą rubrykę. Dzieliłem się z czytelnikami wiedzą na tematy, które mnie interesowały. Wiedzy medycznej nigdy nie zgłębiałem i nigdy nie miałem zamiaru jej zgłębiać. Zostałem zmuszony do jej przyswojenia stykając się z niekompetencją „służby zdrowia”.

Problem trzech miseczek

Książka, która wzrusza, złości i daje do myślenia

„Problem trzech miseczek” to opowieść, która potrafi poruszyć do łez, wzbudzić gniew wobec bezduszności systemu, a chwilę później wywołać uśmiech dzięki zwyczajnym, ciepłym historiom o kotach. Dwudziestu dwóch rozdziałów nie da się czytać bez emocji. Każdy z nich to zapis dwuletniej walki z nowotworem – pełnej dramatycznych decyzji lekarzy, chwil bezradności i poczucia niesprawiedliwości. Ale też momentów pełnych bliskości, empatii i drobnych radości, które pozwalają przetrwać najtrudniejsze chwile.

Unikalna konstrukcja książki – łącząca opis choroby, opowieści o adoptowanych kotach i fascynujące zagadnienia z pogranicza nauki i filozofii – sprawia, że czytelnik doświadcza prawdziwej huśtawki emocji. Raz z zaciśniętym gardłem i gniewem czyta o ludzkiej bezduszności, by po chwili uśmiechnąć się do kocich przygód albo dać się porwać naukowym refleksjom.

To nie jest zwykła książka o chorobie. To opowieść o życiu w całej jego złożoności – o nadziei, rozpaczy, miłości i sile, która każe iść dalej mimo wszystko.

Więcej na: https://problemtrzechmiseczek.pl/

źródło: materiały prasowe

PRZEJDŹ DO: ANTYRAK