Jestem… żoną, mamą, córką, siostrą, samozwańczą wizażystką, zabijającą stres w kuchni. A z drugiej strony jestem stałą bywalczynią oddziału onkologicznego oraz prezeską Stowarzyszenia Niebieski Motyl.

Zaczęło się od… od stresów i objawów gastrycznych. Od zawsze byłam zadaniowcem, który robił wszystko na 100%. I również na 100% pilnowałam swojego zdrowia i mocno wsłuchiwałam się w organizm. Przez ponad pół roku słyszałam, ze to stres, że chce się wymigać od pracy i żyć na koszt Państwa. Diagnoza była totalnym szokiem, wywróciła dosłownie w kilka sekund moje życie do góry nogami. Wszystkie plany i marzenia stały się nierealne, a w ich miejsce pojawił się paraliżujący strach przed śmiercią. Miałam wówczas 26 lat, niespełna 2 letnią córeczkę i zerowe pojęcie na temat Ca125 i raka jajnika.

Od wiadomości, przez którą musiałam zrezygnować z wielu marzeń minęło około 10 lat. Totalnie nie mieszczę się w statystykach, według których nie powinno mnie już być przy córce od 5 lat.

Przetrwałam kilka operacji, a wlewy chemii już dawno przestałam liczyć. Pamiętam za to każdego życzliwego człowieka, który pojawił się w tym pełnym zmagań czasie, a było i jest naprawdę wielu. Z każdym dniem więcej…

Paradoksalnie jestem wdzięczna temu strasznemu przeciwnikowi właśnie za prawdziwe przyjaźnie i relacje, które mi dał.

Boję się… zamknięcia w domu. Boję się, że to nie ja będę towarzyszyć córce w najważniejszych chwilach w jej życiu: na występach, wystawach, ważnych uroczystościach. Boję się być ciężarem dla najbliższych, tego że nie będę samowystarczalna i uzależniona fizycznie od innych. A najbardziej tego, że moja córka będzie musiała na to patrzeć.

Wierzę, że… wciąż jeszcze dużo rzeczy przede mną, a plany i marzenia, które w momencie diagnozy pękły, jak bańka mydlana oraz były wówczas nieosiągalne i zepchnięte na drugi plan, staną się możliwe do zrealizowania. Wierzę, ze chęć życia i pozytywne nastawienie są silniejsze niż diagnoza i wyniki badań.

Innym kobietom na początku ich drogi chciałabym przekazać, żeby przede wszystkim nie czytały druzgocących statystyk, które straszą po wpisaniu diagnozy, a szukały wyspecjalizowanego ośrodka i lekarza prowadzącego, który rozwieje wszystkie wątpliwości. Kluczowa w walce z rakiem jajnika jest operacja radykalna. Powinna być przeprowadzona w wyspecjalizowanym ośrodku przez chirurga onkologicznego. Ważne jest pobranie wycinka do oceny genetycznej.

Najważniejszym orężem w walce z rakiem jest w mojej ocenie psychika. Dobry psychoonkolog pomoże „oswoić” diagnozę. Trzeba tę chorobę traktować, jak inne przewlekłe choroby, np. cukrzyca.

Najlepszym wsparciem dla pacjenta jest rodzina. Nieocenionym wsparciem może być również druga pacjentka, która rozumie, jak ciężki jest to przeciwnik, pomoże, doradzi.

Stowarzyszenie Niebieski Motyl zostało właśnie przez pacjentki założone. To przestrzeń dla każdej kobiety, która mierzy się z tym okrutnym przeciwnikiem lub też wspiera swoich bliskich w diagnozie.

Prowadzimy grupę Motyle w brzuchu coś dla ciała i ducha, intymną zamkniętą grupę, w której każda kobieta otrzyma lawinę wsparcia oraz całą gamę informacji dotyczących suplementacji, leczenia i przedsięwzięć, które wciąż inicjujemy. Pandemia COVID-19 nie powstrzymała naszych działań, organizowaliśmy webinary że specjalistami i psychoonkologiem. O wszystkich naszych działaniach można przeczytać na stronie oraz na naszym kanale społecznościowym. Tam też można poprosić o dołączenie do zamkniętej grupy Motyle w Brzuchu coś dla ciała i ducha.

W tym roku wydany został również poradnik Jak Motyl odczarować mity. To pozycja obowiązkowa dla każdej nowo zdiagnozowanej Kobiety. Można go pobrać z naszej strony www.niebieskimotyl.pl.

Na koniec chciałabym podziękować wszystkim wspaniałym ludziom za całą lawinę wsparcia, ciepła i miłości. Jest to bezcenny motor do dalszych działań.

PRZEJDŹ DO: NOWOTWORY GINEKOLOGICZNE